czwartek, 30 kwietnia 2015

Gdzie do cholery jest James Bond?!

Nie jestem feministką. Nie krzyczę, że wniosę sama lodówkę na ósme piętro, a wręcz odwrotnie. Ja krzyczę przeraźliwie, że dzisiejsi "panowie" przycinają sobie rozporkiem waginy, a ja sama muszę targać lodówkę.

Tak to bywa, że kiedy "wracasz na rynek", nagle pojawia się sporo starych lub całkiem nowych znajomych płci przeciwnej. W teorii prężą przed Tobą swoje muskuły i pawi ogon. W praktyce?
No właśnie...
W praktyce... zaczęłam przyglądać się temu, co sobą reprezentują wolni faceci od tuż przed trzydziestką aż do czterdziestki włącznie, choć "startowali do konkursu" i pięćdziesięciolatkowie.
Ci ostatni zawsze mieli problem z przyswojeniem informacji, ze ojca już mam.

Jednak wracając do sedna sprawy: Łódź, Polska. Mężczyźni w wieku 26-35 lat.
Usłyszałam wiele rzeczy (w tym kilka od moich kolegów), które zaczęły kształtować mój pogląd na to, że mężczyźni wyginęli. (Tzn założę się, że są, ale już od dawien dawna wyłapani przez sprytne kobiety. Uwikłani od lat w szczęśliwe związki!)
Co zatem usłyszałam od współczesnych "mężczyzn"?
... że bolą ich żylaki
... że lekarz zalecił im dietę bezglutenową i nie mają teraz krost
... że mieszkanie z rodzicami/mamą jest wygodne, bo ma się więcej pieniędzy na przyjemności
... że zaradność, to zarabianie pieniędzy, a nie umiejętność naprawy cieknącego kranu, bo przecież i do powieszenia półki na dwóch kołkach można sobie wynająć specjalistę i tak jest lepiej niż robić samemu
... że obsługa sprzętów typu wiertarka/flex jest dla ... "roboli", a praca fizyczna jawi się im obrzydliwa
... że schudniecie/zadbanie o siebie, to przesada, bo kobieta ma kochać za charakter, a nie za wygląd (ten sam kolega deklaruje, że nie umówi się z zaniedbaną/brzydką/grubą dziewczyną)
... że kobieta ma zarabiać minimum 3tys zł na rękę, bo on jej utrzymywać przecież nie będzie, ale ona jego to już nie jest taka zła opcja...
... że nigdy nie kupią mebli w Ikei, bo to trzeba samemu skręcać
Mam też ze dwóch dalszych znajomych, którzy choć typowo męski prace ogarniają wzorowo... nie ogarnęli podstawowych umiejętności miękkich, jak chociażby empatia czy podstawy kultury osobistej, jak nie pierdzenie ludziom w twarz (sic!).

90% powyższych tekstów skierowanych w moją stronę było, prawdopodobnie, próbą podrywu, co załamuje mnie potrójnie. Wszyscy zacytowani z jakiegoś powodu są singlami.

Kolorowa gazetka... otwieram, czytam pierwszy lepszy felieton, w którym Michał Piróg tłumaczy, iż "dzisiejszy mężczyzna nie musi prezentować sobą siły, bo już nie poluje na kobietę i nie porywa jej z wioski. Dziś męskie jest zarabianie pieniędzy i status społeczny."

Jaka zatem jest rola "dzisiejszego modelu mężczyzny" w domu? Podbieranie mojego lakieru do paznokci i piszczenie na widok ćmy? Kasłanie i filuterne machanie rączką, bo się nakurzyło?
A może to po prostu taka "męska" współlokatorka, która dzieli się kosztami?
Bo, kurde, naprawdę nie widzę zastosowania...

"W XX wieku, by mężczyzna mógł wziąć sobie żonę, musiał mieć własne lokum. Nie było mowy o mieszkaniu u rodziców w pokoju i kuchni, czy wprowadzaniu się do teściów."

Co będzie dalej? Czy my, kobiety, staniemy się nowymi samcami gatunku? Czy może jednak ta kobieca partia "mężczyzn" wyginie zapomniana w natłoku ewolucji.



*WKU i mamusia 

PAULINA